Kos!

Ostatni tydzień miałam przyjemność spędzić na gorącej, greckiej wyspie Kos.
Tydzień lenistwa, karmienia zmysłów, dopieszczania podniebienia majstersztykami kuchni greckiej, pływania ,nurkowania i ocierania się o tamtejsze zabytki ,  osobliwości natury , ludzi,  język itd. Jednym słowem to czego moje ego potrzebuje raz w roku, po ciężkim sezonie w pracy, spakować się i wraz z rodziną wyjechać tam gdzie jest ciut cieplej niż u nas, napatrzeć się, nawdychać gorącego powietrza, egzotycznych zapachów, zawalczyć z falami, zresetować się, popróbować miejscowych specjałów, no i porobić zakupy(feta, oliwa, oliwki,chałwa, ouzo, przyprawy).

A kuchnia grecka to jedna z moich ulubionych.
Fakt, że mussaka w moim wykonaniu smakuje mi lepiej , ale to już kwestia gustu. Ale feta ...hmm... przepyszna , kocham fetę, jadłam ją na śniadanie , obiad i kolację.
Cudowne pomidory ,oliwa, oliwki, tzatziki, baklawa, przeróżne kombinacje z tak trudnym do dostania u nas ciastem phyllo, souvlaki, ryby, mule, mątwy, briami, bakłazany, soczyste owoce.... po prostu kulinarny raj.

Prawdziwym utrapieniem na Kos są miejscowe szerszenie. Z jednym z nich miał bliskie spotkanie mój mąż, opuchlizna na nodze utrzymywała się przez 4 dni!!
Fakt , że przytrafiło mu sie to wysoko w górach.
Biorąc pod uwagę, że nikt tam po górach nie chodzi(mąż nie z tych co to będa leżeć na hotelowym leżaczku)  szerszeń musiał być niemało zaskoczony i stąd ten atak(powiedzmy).

Sama wyspa Kos nie zachwyciła nas tak bardzo jak sąsiednia Nissyros- wyspa wulkan.
Na górze na środku wyspy znajduje się krater czynnego wulkanu. Krajobraz jest iście księżycowy i robi potężne wrażenie. Nie mniejsze robi też wspinaczka autokarem po wąskich tamtejszych drogach , drogach, które wiją się serpentynami stromo pod górę, oczywiśćie bez żadnych zabezpieczeń.
Kierowca dostał gromkie brawa (i nie tylko brawa ), kiedy już bezpiecznie dotarlismy do portu.
Oprócz krateru zwiedzaliśmy urokliwe wioseczki , niektóre opuszczone, z zabudową rodem z Santorini. Na wyspie mieszka ok. 1000 mieszkańców, raczej w zaawansowanym wieku. Czas jakby się tu zatrzymał. Nie ma tu wody pitnej, dlatego nigdy nie rozwinie się tu turystyka hotelowa.

Roślinność żyje dzięki temu, iż podłoże wulkaniczne mocno absorbuje wodę deszczową a potem bardzo powoli oddaje ją roślinom.
Na Nissyros jadłam wspaniałe briami i piłam miejscowy przysmak o nazwie suomada , napoj o smaku migdałów.

Oczywiscie o wyspie Nissyros można poczytać w internecie więc nie bede  się tu rozpisywać, ale rzec muszę, że wyspa jest fascynująca!!!


A oto parę fotek z naszej podróży:

Ps.  dziękuje za zaproszenie do zabawy w "lubię". Napewno odpowiedź znajdzie się na blogu ale za jakiś czas bo teraz robię szybki wpis o Kos a jutro wyjeżdżam na ostatnie dni urlopu:)))


 

Kos




































Nissyros













wspomniany krater wulkanu , można się poczuć jak na księżycu



Komentarze

  1. Byłam na Kos kilka lat temu i również mi się podobało. A kuchnia grecka jest prze-boska, mój osobisty faworty (obok mussaki) to pastichio :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też tam chcę! Do tego błękitu przede wszystkim. Grecka feta nie ma sobie równych to fakt:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty